Zamknij

Strajk nauczycieli, zawirowania wokół oświaty: problem fikcyjny?

10:51, 12.04.2019 | Marek Mróz
REKLAMA
Skomentuj

Do strajku nauczycieli doszło bo póki co rząd nie ugiął się przed szantażem i nie dał nauczycielom 1000 zł podwyżki. Zresztą, nie to jest ważne, bo podwyżka to powód deklarowany a celem rzeczywistym jest wywołanie chaosu w systemie oświaty na początek, a potem dalej, zgodnie z zaleceniami oficerów prowadzących.

Strajk nastąpił w dniach egzaminów gimnazjalnych, może być przedłużony na matury i zakończyć się ewentualnym nie wydaniem świadectw. Wiele jednak wskazy jednak, że jest to problem fikcyjny, kto wie, czy nie uzgodniony wcześniej z gangsterami-związkowcami. A oto argumenty:

1. Rząd prowadzi dziwne rozmowy z jeszcze dziwniejszymi ludźmi jak np. Sławomir Broniarz. Dlaczego nie pokazano jego sylwetki i jak to się stało, że ten komunistyczny czynownik robi co chce i jeszcze bierze 13 tys. zł miesięcznie, z budżetu państwa. A przecież wystarczy zastosować odpowiednie przepisy kodeksu karnego, odciąć jego i innych związkowców od kasy i po sprawie. Jeśli się tak nie dzieje, to albo istnieje jakieś niejawne porozumienie Broniarza z rządem lub jego agendami i toczy się jakaś gra, której szczegóły są przed nami ukryte, albo za Broniarzem stoją jakieś siły, wobec których rząd jest bezsilny. Innej możliwości nie ma, bo przecież on sam tego nie wymyślił; koń jaki jest – każdy widzi. Skoro taki Mateusz Piskorski może siedzieć już 3 lata bez wyroku i zarzutów, to dlaczego służby nie prześwietlą takiego exemplum jak Broniarz. Co więcej, sami nauczyciele słuchając Broniarza wydają świadectwo o sobie samych.

2. W Wałbrzychu strajk odbywać się musi z cichym poparciem lub co najmniej neutralnością prezydenta miasta Romana Szełemeja, bo gdyby było inaczej, spojrzałby on groźnie, co u strajkujących wywołałoby atak biegunki.

3. Strajk w czasie egzaminów jest tylko pozornie wymierzony w rząd, bo rząd – jak to kiedyś trafnie ujął Jerzy Urban – sam się wyżywi. Poza tym, co umyka uwadze, pracodawcą dla nauczycieli są samorządy a nie MEN. Na strajku stracą uczniowie i ich rodzice, bo to oni utrzymują swoje dzieci i oni zapłacą za owe podwyżki, tak jak płacą za pensje nauczycieli, choć w szkołach nic do gadania nie mają. W związku z tym, jeżeli strajk potrwa dłużej i zakłóci majowe matury, rodzice powinni pozwać nauczycieli do sądu w trybie art. 415 kodeksu cywilnego, który stanowi, że ten co drugiemu ze swojej winy wyrządził szkodę, zobowiązany jest do jej naprawienia, a uniemożliwienie przystąpienia do matury z powodu strajku w szkole jest wyrządzeniem szkody. A ZNP ma spory majątek, wystarczy przyjrzeć się jakim majątkiem dysponuje w Warszawie, jest więc z czego ściągnąć. 

4. Dlaczego rząd nie rozwiąże problemu oświaty poprzez prywatyzację tego sektora w banalnie prosty sposób. Rodzice otrzymają bon oświatowy w wysokości obecnej i przewidywanej subwencji jaką budżet państwa wypłaca na jednego ucznia a rodzice będą mogli nim płacić w dowolnie wybranej szkole. W ten sposób będą mieli wpływ na nauczanie swoich dzieci, na dobór kadry, jakość jej pracy, ale co najważniejsze, w nowych warunkach...

5. Przestanie obowiązywać karta nauczyciela, także relikt postkomunistyczny, czyniący ze szkół jakieś enklawy, gdzie obowiązują inne prawa pracownicze niż gdzie indziej.

6. Przeciwko dwóm ostatnim punktom podniosą się głosy, że wielu nauczycieli straci pracę. Uspokajam: pracę stracą ci najgorsi a najlepsi pracę zyskają. Poza tym jest tyle innych zająć wymagających rąk do pracy, że po przekwalifikowaniu znajdą pracę. Co więcej, dodatkową korzyścią będzie ograniczenie imigracji zarobkowej do Polski, co też nie jest bez znaczenia. Nie ma przecież żadnego powodu aby nauczyciel musiał nim być do końca życia bez względu na wszystko.

6. Na reformie tej skorzystałby budżet państwa a to wskutek likwidacji MEN-u, kuratoriów, wydziałów oświaty, itp. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze mogłyby zostać przeznaczone na zwiększenie wartości bonu oświatowego a w konsekwencji na wzrost zarobków nauczycieli.

I jeszcze jedno. Od kilku tygodni trwa spór nad wprowadzeniem przez władze w

Warszawy, Krakowa i innych miast programu LGBT w szkołach i „latarników” jako przodowników pracy w tym zakresie. Podniesiono larum, ale jakoś nikt nie zauważa lub zauważyć nie chce, słonia w menażerii. Tego np., że to MEN ustala program nauczania i wystarczyłoby zakazać problematyki LGBT pod groźbą sankcji.

(Marek Mróz)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© walbrzych365.pl | Prawa zastrzeżone