Zamknij

Plebiscyt, nocna zmiana, dobra zmiana

17:10, 04.06.2018 | Jerzy Langer
REKLAMA
Skomentuj
Kard z filmu "Nocna Zmiana"

Cztery lata temu pisałem na ten temat w związku z odmową dr. R. Szełemejowi, który zaprosił mnie do komitetu obchodów Święta Wolności tak gorąco promowanego wówczas przez b. Prezydenta Polski – tego od żyrandoli, różowych baloników i orła z czekolady. Część danych dotyczących tamtych wyborów powielę i tym razem. Uważam, że należy przypominać tamte wydarzenie oraz dokonać rzetelnej oceny wyborów 4 czerwca 1989 r. Należy też ocenić sposób wykorzystania atmosfery społecznej towarzyszącej tym wyborom, a poprawniej mówiąc; plebiscytowi, w którym społeczeństwo wypowiedziało się przeciw komunistycznej władzy.

Nie można pomijać faktu, że Okrągły Stół (który doprowadził do tych wyborów) nie miał poparcia wszystkich środowisk opozycji demokratycznej w PRL, z których część uważała, że należy pozwolić dogorywać bankrutowi, jakim był ówczesny system polityczny. Dzisiaj można gdybać co by było gdyby komuniści nie zaproponowali „konstruktywnej” opozycji szukania dla siebie „miękkiego lądowania”. Młodemu pokoleniu należy się informacja, o tym jaka Ordynacja Wyborcza została uzgodniona przy Okrągłym Stole: wolne wybory do Senatu (100 mandatów), do Sejmu: 65 % (299) mandatów przypisanych do dyspozycji ówczesnej koalicji rządzącej (PZPR, ZSL, SD), w tym 264 mandatów w okręgach wyborczych oraz 35 mandatów dla listy krajowej. Pozostałe 35 % czyli 161 mandaty zostały przeznaczone do wolnych wyborów . Taki podział mandatów nie był przypadkowy, miał zapewnić rządzącej koalicji, że Prezydentem zostanie generał W. Jaruzelski. Wówczas wyboru Prezydenta dokonywało Zgromadzenie Narodowe (wspólne posiedzenie Sejmu i Senatu). Dlatego prowadząc kampanię wyborczą, kandydatów Komitetu Obywatelskiego w okręgu wałbrzyskim, przekonywałem (podobnie było w innych okręgach) wyborców, że oprócz głosowania na naszych kandydatów ważne jest „wycinanie” listy krajowej. Dla tej listy nie przewidziano drugiej tury głosowania, a do uzyskania mandatu trzeba było uzyskać ponad połowę głosów z pośród wszystkich oddanych w tym głosowaniu. Warto przyjrzeć się analizie wyników I tury wyborów – one odzwierciedlały nastroje społeczne:

W pierwszej turze zostały obsadzone 92 mandaty do Senatu, wszystkie przez kandydatów Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. W drugiej turze zostały obsadzone pozostałe mandaty (8) - wszystkie z wyjątkiem jednego, przez kandydatów Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”.

Do sejmu, w okręgach w których kandydatów mogły zgłaszać środowiska opozycyjne, w I turze zostało obsadzonych 160 mandatów na 161 możliwych. Wszystkie te mandaty obsadzili kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, w tym też jeden w drugiej turze głosowania.

Z 35 mandatów przeznaczonych dla listy krajowej zostało obsadzonych tylko dwa (profesorowie Mikołaj Kozakiewicz z ZSL i Adam Zieliński z PZPR). Pozostałe 33 mandaty nie zostały obsadzone. Porażkę ponieśli znaczący przedstawiciele ówczesnej komunistycznej nomenklatury, w tym m.in.: były I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania,  wiceprzewodniczący Rady Państwa i były wicepremier Kazimierz Barcikowski , premier  Mieczysław Rakowski, ministrowie: spraw wewnętrznych Czesław Kiszczak i obrony narodowej Florian Siwicki, trzech sekretarzy KC), liderzy ZSL: marszałek Sejmu Roman Malinowski i wicepremier Dominik Ludwiczak, przewodniczący: SD Jerzy Jóźwiak, Stowarzyszenia „Pax” Zenon Komender, UChS Kazimierz Morawski, PZKS Wiesław Gwiżdż, reżyser Jerzy Kawalerowicz , Przewodniczący OPZZ Alfred Miodowicz.

Jeszcze gorzej dla rządzących wypadły wyniki głosowania w okręgach im przypisanych. Na 264 mandaty zostały obsadzone tylko trzy.

Wyniki te zaskoczyły nie tylko komunistów, ale i też liderów Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie. Dla nas było zaskoczeniem zaangażowanie tych drugich w doprowadzeniu do zmiany Ordynacji Wyborczej pomiędzy I i II turą głosowania, co było ewenementem na skalę światową. Po tej zmianie utworzono, w celu uzupełnienia luki po nieobsadzonych mandatach z listy krajowej (33), dodatkowe okręgi wyborcze. W okręgach tych mandaty zostały obsadzone przez PRL-owskich koalicjantów , na warunkach przewidzianych tylko dla II tury głosowania, czyli zwykłą większością głosów.

Okazało się, że „nowe” elity polityczne tworzące tzw. obóz Wałęsy, były bardziej zainteresowane, niż część komunistycznej koalicji, utrzymaniem kontraktu wypracowanego w Magdalence, a zawartego przy Okrągłym Stole. Świadczy o tym zmiana Ordynacji Wyborczej pomiędzy pierwszą i drugą turą głosowania , w której swój znaczący udział mieli liderzy Komitetu Obywatelskiego przy L. Wałęsie. Jest to dowód na to, że zlekceważono oczekiwania społeczeństwa wyrażone przy urnach wyborczych. Trudno było zrozumieć sytuację gdy dotychczasowi koalicjanci opuścili PZPR, a „solidarnościowi” parlamentarzyści z wielkim zaangażowaniem i wiernością bronili okrągłostołowy układ wybierając, podczas Zgromadzenia Narodowego, Prezydentem Polski gen. W. Jaruzelskiego.

O ile można jeszcze szukać argumentów i tłumaczyć te fakty – podobnie jak utworzenie Rządu Tadeusza Mazowieckiego w skład którego wchodzili m.in. komunistyczni generałowie (Kiszczak i Siwicki) – potrzebą chwili, „honorowym” dotrzymaniem porozumienia, czy nie wiadomą; jak zachowają się sąsiedzi Polski z komunistycznego obozu, to działania „nowych” elit w późniejszym czasie bronić jest trudno. Dotrzymywanie umowy, gdy znika jej jedna strona (rozwiązanie PZPR), eliminowanie wszystkich środowisk mających krytyczny stosunek do nowej „jedynie słusznej” polityki, w tym do polityki społeczno-gospodarczej w krótkim czasie (bo już w 1993 roku)doprowadziło do przejęcia ponownie władzy przez postkomunistyczne środowiska. Za nim do tego doszło, to koniecznie trzeba przypomnieć „nocną zmianę”, która miała miejsce w trzecią rocznicę kontraktowych wyborów. To wówczas, dzisiejsi przeciwnicy nocnych obrad w Sejmie, postanowili wykorzystać fakt ujawnienia agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy, do obalenia Rządu Jana Olszewskiego. Rządu z którym wiązano nadzieję, że będzie to dobra zmiana. Ta noc hańby spowodowała, że te nadzieje społeczeństwo musiało odłożyć na lata. Nadzieja wróciła dopiero w 2015 roku. Autorom „nocnej zmiany” pozostaje z pianą na ustach, nie zgadzać się z większością społeczeństwa, która uważa, że „dobra zmiana” jest naprawdę dobra.

(Jerzy Langer)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

Komentarze (1)

BridgetBridget

0 0

Very energetic article, I loved that bit. Will
there be a part 2? viagra connect 08:24, 06.02.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

© walbrzych365.pl | Prawa zastrzeżone