Zamknij

Miś resortowy

11:50, 28.01.2020 | Atanor
REKLAMA
Skomentuj

W kultowym filmie Barei jest taka oto scena: ze śmigłowca do jeziora zostaje zrzucona przeznaczona na straty olbrzymia kukła misia. To symbol niepotrzebnej nikomu i zbytecznej inwestycji. „Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo”. „Obwodnica”, która żadną obwodnicą nie jest, bo niczego nie obwodzi, a jedynie przerzuci ruch z nowych części miasta do jego centrum,jest naszym misiem, jednak od słomianej kukły u Barei różni się tym, że jest o wiele droższa.

Krótka historia

Pomysł budowy drogi płaczącej północną z południową częścią miasta powstał pod koniec lat 80.tych. Wtedy to Wałbrzych liczył ok. 140 tys. mieszkańców, z których część pracowała w czynnych jeszcze trzech kopalniach i czterech koksowniach, przedsiębiorstw z nimi kooperujących nie licząc. Problemem podstawowym były wtedy mieszkania, a ściślej ich brak dla pracowników przemysłu. Powstał więc projekt budowy dwóch dużych osiedli mieszkaniowych przez dwie rywalizujące spółdzielnie mieszkaniowe: „Książ” i „Poniatów”. Miały one powstać wzdłuż ulicy Uczniowskiej, mniej więcej tam, gdzie dziś znajduje się WSSE „Invest Park”. Ówczesna ulica Wrocławska z istniejącymi na niej zakładami jak np. huta szkła, „Wamag” i kilka innych, przestała być drożna, stąd pomysł budowy drogi, która przerzuciłaby ruch z nowych osiedli do zakładów pracy. Co ważne, w ówczesnych planach miała „obwodnica” wyrzucać ruch w okolicach placu grunwaldzkiego szerokimi rozjazdami, nie było tam bowiem wtedy budynku DARR-u, Aldi i Netto.

Do tego jednak nie doszło.. SM „Książ” niczego nie zbudowała i została zlikwidowana, natomiast „Poniatów” i owszem, ale nie na Poniatowie lecz w zabudowie plombowej w kilku miejscach miasta, jak również na Podzamczu. Obwodnica z kolei nie dostała dofinansowania właśnie dlatego, że żadną obwodnicą nie była, a i wobec likwidacji kopalń, trzech koksowni i innych zakładów, przestała być potrzebna. Tym bardziej, że i liczba mieszkańców zaczęła się kurczyć.

Komu potrzebna jest „obwodnica”?

Dziś wszystko jest inne. Kopalń, koksowni (poza jedną) już nie ma, Wałbrzych skurczył się do ok. 80 tys. mieszkańców, a Wrocławska, jeszcze przed rozpoczęciem budowy, zapchana była dwa razy dziennie: rano, gdy urzędnicy jechali do pracy i po południu, gdy wracali. Urzędnicy bowiem to najliczniejsza grupa pracowników w centrum miasta. ZUS, urząd miejski, powiatowy, wojewódzki, MOPS itd., to kilka tysięcy urzędników, którzy do pracy jakoś nie chcą jeździć komunikacją miejską. I im nowa droga jest potrzebna. Tyle tylko, że nie rozwiąże ona żadnego problemu, bowiem zabudowa skrzyżowania ulic Kolejowej i Wysockiego jest teraz zupełnie inna i żadne makagigi jej nie poszerzą. Oznacza to, że właśnie na Kolejowej będą korki. Ale to nie wszystko.

Kosztowna zabawka

Nie wiadomo ile kosztować będzie nasz miś. Na chwilę obecną koszt wzrósł znacznie ponad 300 milionów, tej już i tak częściowo wykonanej drogi, co oznacza, że ten niespełna 6,5 kilometrowy odcinek wyniesie ponad 60 milionów zł za kilometr, a przecież nie jest to jeszcze ostatnie słowo. Dla porównania planowany koszt wschodniej obwodnicy Wrocławia jest 5-krotnie niższy, niższe są też koszta podobnych inwestycji np. w Niemczech, gdzie płace i ceny są wyższe niż u nas. Oznacza to, że tzw. zachodnia obwodnica Wałbrzycha jest przepłacona o 200-300 mln zł. A więc nie jest to jakaś drobna juma, lokalny geszeft, czy takaż pralnia pieniędzy. To coś na dużo większą skalę, co ludzi w miarę przytomnych stawia wobec pytania: dlaczego ekipa rządząca futruje ekipę sobie wrogą, której przedstawiciele wrogości tej nawet nie ukrywają? Odpowiedź nie jest prosta. Jedną z nich jest ta, że pomiędzy PiS a PO istnieje porozumienie. Mówił i pisał o tym m.in. J.J. Pilchowski, także na tym portalu. Rzecz w tym, że tym razem nie chodzi o jakieś drobne porozumienie, ale o coś dużego, a w takim przypadku musi być gwarant.

Kiedyś, bodajże bloger Coryllus podał taką oto definicję inwestycji gminnych: to skok pracowników resortów mundurowych na budżety gminne. I coś w tym jest. Tyle, że nie tylko mundurowych.

(Atanor)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (1)

EdekEdek

1 0

Może redaktorzyna tego czegoś zapyta się Pana premiera Morawieckiego o majątek żony oraz o pojazdy elektryczne przecież walczymy z zanieczyszczeniem klimatu. Ponadto proszę o wywiad z panem wiceministrem klimatu Zyską dlaczego rząd PiS obiecał odliczenie od zakupu m.in pojazdu elektrycznego kwoty 37,5 tyś i prawdopodobnie rząd kłamał bo ma być 18 tyś. Na co brakuje pieniędzy w tym zrównoważonym budżecie? Może na manko w CBA?. Jak premier spojrzy tym osobom co mu zaufali (oczywiście dziwię się bo nos ma coraz dłuższy) i kupili pojazd elektryczny licząc na zwrot 37,5 tyś. Jest to słabe. Widać, że PiS nie ma zamiaru walczyć z ociepleniem klimatu. Wstyd Panie Morawiecki i Zyska. 19:39, 29.01.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

© walbrzych365.pl | Prawa zastrzeżone